Zamierzacie ukisić kapustę? Będzie wam potrzebny komputer. I to jak najcięższy...
Wówczas, gdy kury w ostrogach chodziły,
A małpy żuły tytoń, skacząc wśród listowia,
A świnie wierszem do siebie mówiły,
A kaczki zażywały tabakę dla zdrowia…
A małpy żuły tytoń, skacząc wśród listowia,
A świnie wierszem do siebie mówiły,
A kaczki zażywały tabakę dla zdrowia…
Wszystkie ptaki zleciały się do sroki, żeby je nauczyła, jak się wije gniazdo.
Sroka bowiem, jeśli chodzi o budowę gniazd, jest najmądrzejszym z ptaków. Zebrała więc wszystkie ptaki wokół siebie i zaczęła pokazywać, jak się to robi. Najpierw wzięła trochę błota i zrobiła z niego rodzaj okrągłego ciastka.
- Ach, więc to tak się robi - rzekła jemiołuszka i odleciała. Dlatego to jemiołuszki do dziś budują takie gniazdka. Sroka wzięła parę gałązek i powtykała je naokoło w błoto.
- Teraz już wszystko wiem - rzekł kos i odleciał.
Dlatego kosy po dziś dzień w ten właśnie sposób budują gniazdka. Tymczasem sroka położyła jeszcze jedną warstwę błota na gałązki.
- To całkiem proste - rzekła mądra sowa i odleciała.
Dlatego sowy nigdy nie budowały lepszych gniazd. A sroka wzięła znów parę gałązek i oplotła nimi gniazdko.
- Więc o to chodzi! - rzekł wróbel i odleciał.
Toteż odtąd wróble budują dość niedbale swe gniazdka. Teraz sroka wzięła trochę piórek i gałganków i wyścieliła nimi gniazdko wewnątrz.
- O, to mi się podoba! - zawołał szpak. Toteż gniazdka szpaków są bardzo wygodne.
I tak było dalej - każdy ptak zabierał z sobą trochę wiadomości, jak się buduje gniazdo, ale żaden z nich nie zaczekał do końca. Tymczasem sroka pracowała i pracowała nie patrząc, co się dzieje dokoła niej, aż został tylko jeden ptak: papuga, która przez cały czas nie zwracała najmniejszej uwagi na to, co robi sroka, tylko powtarzała głupio:
- Weź dwa, weź dwa.
Sroka usłyszała to wreszcie właśnie w chwili, gdy kładła w poprzek patyczek.
Powiedziała więc:
- Jeden wystarczy.
Lecz papuga swoje:
- Weź dwa, weź dwa.
Wtedy sroka rozgniewała się:
- Mówię ci, że jeden wystarczy.
Papuga jednak upierała się przy swoim:
- Weź dwa, weź dwa.
Wreszcie sroka spojrzała w górę i zobaczyła koło siebie tylko papugę; rozgniewała się więc bardzo i odleciała, nie chcąc już więcej pokazywać ptakom, jak się buduje gniazdo. Oto dlaczego różne ptaki budują swoje gniazda w różny sposób.
Sroka bowiem, jeśli chodzi o budowę gniazd, jest najmądrzejszym z ptaków. Zebrała więc wszystkie ptaki wokół siebie i zaczęła pokazywać, jak się to robi. Najpierw wzięła trochę błota i zrobiła z niego rodzaj okrągłego ciastka.
- Ach, więc to tak się robi - rzekła jemiołuszka i odleciała. Dlatego to jemiołuszki do dziś budują takie gniazdka. Sroka wzięła parę gałązek i powtykała je naokoło w błoto.
- Teraz już wszystko wiem - rzekł kos i odleciał.
Dlatego kosy po dziś dzień w ten właśnie sposób budują gniazdka. Tymczasem sroka położyła jeszcze jedną warstwę błota na gałązki.
- To całkiem proste - rzekła mądra sowa i odleciała.
Dlatego sowy nigdy nie budowały lepszych gniazd. A sroka wzięła znów parę gałązek i oplotła nimi gniazdko.
- Więc o to chodzi! - rzekł wróbel i odleciał.
Toteż odtąd wróble budują dość niedbale swe gniazdka. Teraz sroka wzięła trochę piórek i gałganków i wyścieliła nimi gniazdko wewnątrz.
- O, to mi się podoba! - zawołał szpak. Toteż gniazdka szpaków są bardzo wygodne.
I tak było dalej - każdy ptak zabierał z sobą trochę wiadomości, jak się buduje gniazdo, ale żaden z nich nie zaczekał do końca. Tymczasem sroka pracowała i pracowała nie patrząc, co się dzieje dokoła niej, aż został tylko jeden ptak: papuga, która przez cały czas nie zwracała najmniejszej uwagi na to, co robi sroka, tylko powtarzała głupio:
- Weź dwa, weź dwa.
Sroka usłyszała to wreszcie właśnie w chwili, gdy kładła w poprzek patyczek.
Powiedziała więc:
- Jeden wystarczy.
Lecz papuga swoje:
- Weź dwa, weź dwa.
Wtedy sroka rozgniewała się:
- Mówię ci, że jeden wystarczy.
Papuga jednak upierała się przy swoim:
- Weź dwa, weź dwa.
Wreszcie sroka spojrzała w górę i zobaczyła koło siebie tylko papugę; rozgniewała się więc bardzo i odleciała, nie chcąc już więcej pokazywać ptakom, jak się buduje gniazdo. Oto dlaczego różne ptaki budują swoje gniazda w różny sposób.
My, czyli ludzie, jesteśmy właśnie tacy. Cały nasz świat, który w gruncie rzeczy jest dość prosty do zrozumienia, jest czymś w rodzaju gniazda. Ponieważ został zbudowany przez Pana Boga, więc wystarczy że wysłuchamy instrukcji obsługi, a taką instrukcją jest Pismo Święte, i wszystko stanie się jasne.
My niestety nie lubimy instrukcji…
W ogóle nie lubimy, jak ktoś nas poucza. Większość z nas zatrzymuje się na etapie jemiołuszki, ewentualnie wróbla. Żebyśmy przynajmniej zabrali ze sobą jakąś część wiedzy na temat budowy owego gniazda, to jeszcze było by pół biedy. Tymczasem my dostajemy komputer, wysłuchujemy początku wykładu, w którym ktoś nam mówi o włożeniu wtyczki do gniazdka w ścianie, uznajemy że to nam wystarczy, a ponieważ po włożeniu wtyczki nic się nie dzieje, więc używamy tego komputera do zablokowania drzwi, albo jako obciążnika, w beczce z kiszoną kapustą. Przy założeniu, że mamy beczkę z kiszoną kapustą.
W rezultacie, wychodzimy z całej historii z jakąś „wiedzą” na temat kapusty, albo samo zamykających się drzwi, gdy tymczasem chodzi o komputer, o którym już nie mamy żadnego pojęcia, choć sądzimy, że jest inaczej.
Dość już bajek, powiedzmy to sobie wprost. Większość z nas jest przekonana, że wie, jak działa świat. Posiadamy jakiś wycinek informacji, jakąś kroplę z oceanu wiedzy, ale nasza pycha nie pozwala nam poprosić o więcej, ani nawet chcieć poszukać więcej. Zadowalamy się ową kroplą, a żeby była bardziej widoczna, dobudowujemy do niej całą konstrukcję, zamykamy się w niej i warczymy na każdego, kto próbuje się do tej warowni zbliżyć.
Wszystkie ptaki z bajki, odlatywały, usłyszawszy tylko część instrukcji i każdy z nich, do tej pory buduje swoje gniazdo właśnie według tej „kropli”. I nie istnieje taka siła, która była by w stanie sposób tej budowy zmienić.
Powyższe przemyślenia nasuwają mi się, w związku z moimi obserwacjami w mediach społecznościowych. Oczywiście rozumiem, że to nie ma dziś wiele wspólnego z mediami, czyli z pośredniczeniem w przekazywaniu informacji, wiem że dziewięćdziesiąt dziewięć procent tych treści jest tworzona przez boty, ale… Weźmy jakiś konkretny przykład. „Zmiany klimatu”.
My niestety nie lubimy instrukcji…
W ogóle nie lubimy, jak ktoś nas poucza. Większość z nas zatrzymuje się na etapie jemiołuszki, ewentualnie wróbla. Żebyśmy przynajmniej zabrali ze sobą jakąś część wiedzy na temat budowy owego gniazda, to jeszcze było by pół biedy. Tymczasem my dostajemy komputer, wysłuchujemy początku wykładu, w którym ktoś nam mówi o włożeniu wtyczki do gniazdka w ścianie, uznajemy że to nam wystarczy, a ponieważ po włożeniu wtyczki nic się nie dzieje, więc używamy tego komputera do zablokowania drzwi, albo jako obciążnika, w beczce z kiszoną kapustą. Przy założeniu, że mamy beczkę z kiszoną kapustą.
W rezultacie, wychodzimy z całej historii z jakąś „wiedzą” na temat kapusty, albo samo zamykających się drzwi, gdy tymczasem chodzi o komputer, o którym już nie mamy żadnego pojęcia, choć sądzimy, że jest inaczej.
Dość już bajek, powiedzmy to sobie wprost. Większość z nas jest przekonana, że wie, jak działa świat. Posiadamy jakiś wycinek informacji, jakąś kroplę z oceanu wiedzy, ale nasza pycha nie pozwala nam poprosić o więcej, ani nawet chcieć poszukać więcej. Zadowalamy się ową kroplą, a żeby była bardziej widoczna, dobudowujemy do niej całą konstrukcję, zamykamy się w niej i warczymy na każdego, kto próbuje się do tej warowni zbliżyć.
Wszystkie ptaki z bajki, odlatywały, usłyszawszy tylko część instrukcji i każdy z nich, do tej pory buduje swoje gniazdo właśnie według tej „kropli”. I nie istnieje taka siła, która była by w stanie sposób tej budowy zmienić.
Powyższe przemyślenia nasuwają mi się, w związku z moimi obserwacjami w mediach społecznościowych. Oczywiście rozumiem, że to nie ma dziś wiele wspólnego z mediami, czyli z pośredniczeniem w przekazywaniu informacji, wiem że dziewięćdziesiąt dziewięć procent tych treści jest tworzona przez boty, ale… Weźmy jakiś konkretny przykład. „Zmiany klimatu”.
Wszyscy ci fanatycy, którzy odbierają nam wolność w imię walki z wyimaginowanym „globalnym ociepleniem i emisją dwutlenku węgla”, mają swoją twierdzę, w której się okopali, mają swój komputer, którego używają jako obciążnika do kapusty i biją się, z pianą na ustach, o coś, co nie istnieje! Bo ta twierdza, ta konstrukcja, to jest jakaś kropla wiedzy, oblepiona tonami domysłów, jak ziarno pszenicy oblepione tonami gówna i nawet nie widać, co to w ogóle jest. Was korci, żeby opłukać tą bryłę strumieniem wody, żeby się dowiedzieli, ale oni wcale tego nie chcą!
Jeśli chodzi o „globalne ocieplenie”, wystarczyłoby wziąć podręcznik biologii do szóstej klasy szkoły podstawowej, z lat 70. Albo przeczytać książkę Marca Morano „Zielone Oszustwo”. Tam naprawdę jest to wyjaśnione tak, że dziecko by zrozumiało. W dodatku, jest to logicznie uzasadnione i poparte licznymi źródłami naukowymi. No po prostu nie da się tego nie zrozumieć. Problem w tym, że oni nie mieli tego podręcznika w ręku i nigdy go do ręki nie wezmą.
Inny przykład. Ludzie, którzy nie wierzą w Boga, ale nie ograniczają się do krótkiego – nie wierzę – tylko mają misję przekonania wszystkich innych, że Bóg nie istnieje, bardzo często powołują się na „dowody” rzekomo zawarte w Piśmie Świętym, ale nigdy nie przeczytali z tego Pisma, nawet pół zdania. Wam się wydaje – Hej! Przecież to takie proste! Wystarczy zajrzeć do najbardziej wiarygodnego źródła na świecie i wszystko się wyjaśni… No tak, tylko właśnie dlatego, że źródło to jest wiarygodne, oni do niego przenigdy nie zajrzą.
Jeszcze inaczej… Wyobraźcie sobie, że ktoś, z kim rozmawiacie, twierdzi uparcie, iż dwa plus dwa równa się sześć. Wyciągacie więc z kieszeni cztery kredki, dla ułatwienia i uniknięcia niepożądanych spekulacji, tego samego, neutralnego koloru, kładziecie na stole dwie z nich, pytacie waszego rozmówcę, ile widzi kredek, gdy powie że dwie (o ile w ogóle podejmie dyskusję), dokładacie kolejne dwie i pytacie jeszcze raz, ile dołożyliście, a następnie każecie policzyć wszystkie i już zaczynacie się triumfalnie uśmiechać, gdy ten cymbał, nawet nie patrząc na stół, tylko prosto w wasze oczy, mówi – Sześć…
Niestety, tak właśnie wygląda dyskusja z ludźmi, którzy wierzą w globalne ocieplenie, wywołane emisją dwutlenku węgla, nie wierzą w Boga, uważają że wszystkiemu złu na świecie winni są Żydzi i twierdzą, że komputer służy do obciążenia pokrywy w beczce z kiszoną kapustą. Nie da się im udowodnić, że są w błędzie, ponieważ nawet, gdy dostarczycie im najbardziej niezbitych dowodów, oni nawet na nie nie spojrzą.
To dlatego dyskusje w mediach społecznościowych są bez sensu. Całe to dziadostwo jednak funkcjonuje, ponieważ z jednej strony mamy kretynów, przekonanych że dwa i dwa to sześć, a z drugiej strony, desperatów, którzy chcą ich z tego błędu wyprowadzić. Twórcy mediów społecznościowych doskonale o tym wiedzą i generują treści, które prowokują obydwie strony do walki na śmierć i życie.
Płaskoziemcy i Kuloziemcy, zwolennicy Hamasu i zwolennicy Izraela, pisiory i platformersi, wyznawcy Grzegorza Brauna i ci, którzy chętnie by go zatłukli gaśnicą, mordercy i obrońcy nienarodzonych, Katolicy i ateiści, Katolicy i lefebryści, porządne kobiety i kurwy, ludzie uważający, że jest dwie płcie i ci uważający, że jest ich siedemdziesiąt, euroentuzjaści i eurosceptycy… Mógłbym tak wyliczać chyba bez końca. Generalnie, każdy jest po którejś stronie, jakiejś barykady. I nie jest to wyłącznie „kwestia gustu”, ale wyraźny podział na dobro i zło. Dobro poszukuje prawdy, zło preferuje oblepianie ziaren prawdy, gównem, tak żeby nie było widać tych ziaren, ani trochę.
Jeśli chodzi o „globalne ocieplenie”, wystarczyłoby wziąć podręcznik biologii do szóstej klasy szkoły podstawowej, z lat 70. Albo przeczytać książkę Marca Morano „Zielone Oszustwo”. Tam naprawdę jest to wyjaśnione tak, że dziecko by zrozumiało. W dodatku, jest to logicznie uzasadnione i poparte licznymi źródłami naukowymi. No po prostu nie da się tego nie zrozumieć. Problem w tym, że oni nie mieli tego podręcznika w ręku i nigdy go do ręki nie wezmą.
Inny przykład. Ludzie, którzy nie wierzą w Boga, ale nie ograniczają się do krótkiego – nie wierzę – tylko mają misję przekonania wszystkich innych, że Bóg nie istnieje, bardzo często powołują się na „dowody” rzekomo zawarte w Piśmie Świętym, ale nigdy nie przeczytali z tego Pisma, nawet pół zdania. Wam się wydaje – Hej! Przecież to takie proste! Wystarczy zajrzeć do najbardziej wiarygodnego źródła na świecie i wszystko się wyjaśni… No tak, tylko właśnie dlatego, że źródło to jest wiarygodne, oni do niego przenigdy nie zajrzą.
Jeszcze inaczej… Wyobraźcie sobie, że ktoś, z kim rozmawiacie, twierdzi uparcie, iż dwa plus dwa równa się sześć. Wyciągacie więc z kieszeni cztery kredki, dla ułatwienia i uniknięcia niepożądanych spekulacji, tego samego, neutralnego koloru, kładziecie na stole dwie z nich, pytacie waszego rozmówcę, ile widzi kredek, gdy powie że dwie (o ile w ogóle podejmie dyskusję), dokładacie kolejne dwie i pytacie jeszcze raz, ile dołożyliście, a następnie każecie policzyć wszystkie i już zaczynacie się triumfalnie uśmiechać, gdy ten cymbał, nawet nie patrząc na stół, tylko prosto w wasze oczy, mówi – Sześć…
Niestety, tak właśnie wygląda dyskusja z ludźmi, którzy wierzą w globalne ocieplenie, wywołane emisją dwutlenku węgla, nie wierzą w Boga, uważają że wszystkiemu złu na świecie winni są Żydzi i twierdzą, że komputer służy do obciążenia pokrywy w beczce z kiszoną kapustą. Nie da się im udowodnić, że są w błędzie, ponieważ nawet, gdy dostarczycie im najbardziej niezbitych dowodów, oni nawet na nie nie spojrzą.
To dlatego dyskusje w mediach społecznościowych są bez sensu. Całe to dziadostwo jednak funkcjonuje, ponieważ z jednej strony mamy kretynów, przekonanych że dwa i dwa to sześć, a z drugiej strony, desperatów, którzy chcą ich z tego błędu wyprowadzić. Twórcy mediów społecznościowych doskonale o tym wiedzą i generują treści, które prowokują obydwie strony do walki na śmierć i życie.
Płaskoziemcy i Kuloziemcy, zwolennicy Hamasu i zwolennicy Izraela, pisiory i platformersi, wyznawcy Grzegorza Brauna i ci, którzy chętnie by go zatłukli gaśnicą, mordercy i obrońcy nienarodzonych, Katolicy i ateiści, Katolicy i lefebryści, porządne kobiety i kurwy, ludzie uważający, że jest dwie płcie i ci uważający, że jest ich siedemdziesiąt, euroentuzjaści i eurosceptycy… Mógłbym tak wyliczać chyba bez końca. Generalnie, każdy jest po którejś stronie, jakiejś barykady. I nie jest to wyłącznie „kwestia gustu”, ale wyraźny podział na dobro i zło. Dobro poszukuje prawdy, zło preferuje oblepianie ziaren prawdy, gównem, tak żeby nie było widać tych ziaren, ani trochę.
Dobro wie, że Ziemia jest kulista, wie również, że nienawiść jest wymysłem Szatana, że zło wyrządzają po prostu źli ludzie, a nie na przykład Żydzi, wie o tym, że życie zaczyna się od momentu poczęcia, że istnieją tylko kobiety i mężczyźni, a każda inna opcja jest chorobą i trzeba ją leczyć, wie o tym, że człowieka stworzył Bóg, na swoje podobieństwo, bo przypadkiem to się stać nie mogło i wie, że człowiek nie ma żadnego wpływu na zmiany klimatu, a dwutlenek węgla w atmosferze jest potrzebny, bo bez niego ustała by wszelka roślinna wegetacja i poumieralibyśmy z głodu…
Dobro, to świadomość, że dwie kredki i dwie, to razem cztery. Zło, robi wszystko, żeby tą świadomość rozmydlić, zamącić i tak skomplikować, tak oblepić kłamstwem, żeby już nie było wiadomo, o co chodzi. Dobro, to mowa – Tak – tak, Nie – nie. Zło, to próba powiedzenia, że „Tak, ale…”, lub „Tak, chyba że…” Dlatego ludzie opętani złem, nie chcą nawet spojrzeć na kredki, bo boją się, że zobaczyliby, iż w istocie, jest ich cztery. Piekło się boi, żebyście tego nie zobaczyli, dlatego posługuje się waszą pychą…
W mediach społecznościowych, które w ogóle są bardzo ciekawym polem obserwacji, dla socjologa, psychologa, albo po prostu dla kogoś, kto interesuje się zachowaniami ludzkiego umysłu, roi się od tekstów:
- Doucz się
- Poczytaj trochę o…
- Dokształć się
- Wszyscy to wiedzą
- Ale ci kościół wyprał mózg
- Od razu widać, że jesteś katolskim pisiorem (żydowskim sługusem, agentem Putina, kremlowską szmatą, pisowskim pachołkiem, etc…)
Dobro, to świadomość, że dwie kredki i dwie, to razem cztery. Zło, robi wszystko, żeby tą świadomość rozmydlić, zamącić i tak skomplikować, tak oblepić kłamstwem, żeby już nie było wiadomo, o co chodzi. Dobro, to mowa – Tak – tak, Nie – nie. Zło, to próba powiedzenia, że „Tak, ale…”, lub „Tak, chyba że…” Dlatego ludzie opętani złem, nie chcą nawet spojrzeć na kredki, bo boją się, że zobaczyliby, iż w istocie, jest ich cztery. Piekło się boi, żebyście tego nie zobaczyli, dlatego posługuje się waszą pychą…
W mediach społecznościowych, które w ogóle są bardzo ciekawym polem obserwacji, dla socjologa, psychologa, albo po prostu dla kogoś, kto interesuje się zachowaniami ludzkiego umysłu, roi się od tekstów:
- Doucz się
- Poczytaj trochę o…
- Dokształć się
- Wszyscy to wiedzą
- Ale ci kościół wyprał mózg
- Od razu widać, że jesteś katolskim pisiorem (żydowskim sługusem, agentem Putina, kremlowską szmatą, pisowskim pachołkiem, etc…)
Im nie chodzi o to, ile jest kredek. Oni chcą tylko jednego. Żeby ta bryła gówna, ta konstrukcja, którą zbudowali z materiałów dostarczonych przez rogatego, została uznana przez wszystkich innych za jedyną słuszną prawdę. Bo rogaty im wmówił, że ich racja musi być "najmojsza"! Tak, to jest właśnie, drogie dzieci, pycha. Żeby było jasne, ja to bardzo dobrze znam z własnego doświadczenia. Sam taki byłem i doskonale rozumiem mechanizm. Rzecz w tym, że dziś wiem na ten temat… Coraz mniej, ale wiem, że nie wiem. Dlaczego Pan Bóg obdarzył mnie jednak swoją łaską i sprawił, że zacząłem zwalczać w sobie pychę? Dlaczego nie sprawił tego wcześniej? Dlaczego nie robi tego z wszystkimi, którzy zbłądzili? Nie wiem, nie wiem, po stokroć nie wiem…
Kiedyś bym wiedział. Bo kiedyś byłem „mądrzejszy”. Miałem mnóstwo takich konstrukcji i byłem gotów rzucić się do gardła każdemu, kto ośmieliłby się na nie podnieść rękę. Kiedy to się zaczęło zmieniać? Trudno jest mi wskazać konkretne miejsce w czasie, ale wydaje mi się, że wtedy, gdy zacząłem w końcu czytać instrukcję obsługi (wtedy dopiero dowiedziałem się, do czego służy komputer i że nie do przyciskania kiszonej kapusty w beczce). Właściwie, to najpierw przeczytał mi ktoś, kto jest znacznie bieglejszy w czytaniu i rozumie, co tam właściwie nabazgrali. Pycha nie pozwala przeczytać instrukcji, a tym bardziej, pozwolić komuś, żeby wam tą instrukcję wytłumaczył. Jeśli potraficie przyznać się przed samym sobą – Tak, nie wiem jak to zrobić, więc przeczytam, albo poproszę o objaśnienie kogoś mądrzejszego – to jesteście na dobrej drodze do zrozumienia. Wystarczy ta odrobina pokory i samokrytycyzmu. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi?
To jest trochę podobnie, jak z „testami na inteligencję”, których jest pełno w mediach społecznościowych (znowu te media…). Prawdziwa inteligencja objawia się tym, że nie bierzesz w czymś takim udziału. Bo wiesz, że to jest prosty chwyt psychologiczny, mający na celu zwiększenie liczby wyświetleń. Podobnie jak kontrowersyjny temat, który z jednej strony przyciąga posiadaczy ziaren… czegoś tam, oblepionych tonami kłamstwa i naiwniaków, którzy usiłują przekonać tych pierwszych, że to jest kłamstwo.
Kiedyś bym wiedział. Bo kiedyś byłem „mądrzejszy”. Miałem mnóstwo takich konstrukcji i byłem gotów rzucić się do gardła każdemu, kto ośmieliłby się na nie podnieść rękę. Kiedy to się zaczęło zmieniać? Trudno jest mi wskazać konkretne miejsce w czasie, ale wydaje mi się, że wtedy, gdy zacząłem w końcu czytać instrukcję obsługi (wtedy dopiero dowiedziałem się, do czego służy komputer i że nie do przyciskania kiszonej kapusty w beczce). Właściwie, to najpierw przeczytał mi ktoś, kto jest znacznie bieglejszy w czytaniu i rozumie, co tam właściwie nabazgrali. Pycha nie pozwala przeczytać instrukcji, a tym bardziej, pozwolić komuś, żeby wam tą instrukcję wytłumaczył. Jeśli potraficie przyznać się przed samym sobą – Tak, nie wiem jak to zrobić, więc przeczytam, albo poproszę o objaśnienie kogoś mądrzejszego – to jesteście na dobrej drodze do zrozumienia. Wystarczy ta odrobina pokory i samokrytycyzmu. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi?
To jest trochę podobnie, jak z „testami na inteligencję”, których jest pełno w mediach społecznościowych (znowu te media…). Prawdziwa inteligencja objawia się tym, że nie bierzesz w czymś takim udziału. Bo wiesz, że to jest prosty chwyt psychologiczny, mający na celu zwiększenie liczby wyświetleń. Podobnie jak kontrowersyjny temat, który z jednej strony przyciąga posiadaczy ziaren… czegoś tam, oblepionych tonami kłamstwa i naiwniaków, którzy usiłują przekonać tych pierwszych, że to jest kłamstwo.
Po prostu, gdy wreszcie zaczniesz chcieć, naprawdę chcieć się dowiedzieć, ile jest kredek, a nie „pokonać przeciwnika”, udowodnić mu, że jesteś lepszy, dostrzeżesz, że jest ich cztery. Jeśli do tej pory uważałeś, że sześć, to ze wstydem przyznasz się do błędu i nie będzie miało dla Ciebie znaczenia, że ten bałwan, który Ci właśnie ubliża na faejsie, widzi ich pięć, albo osiem. Wtedy w ogóle nie będzie Ci się chciało wchodzić z nim w dyskusję, bo to będzie dla Ciebie strata czasu. A będziesz tego czasu potrzebował teraz bardzo dużo, bo pojawi się w twoim życiu więcej pytań. Całe mnóstwo nowych pytań. I już nigdy nie będziesz chciał przestać…
Po co ja to wszystko mówię. Nie, nie robię tego, żeby zachęcić kogokolwiek do „wejścia na drogę poszukiwania prawdy”, ani nawoływać do pokory. Nic z tych rzeczy. Po prostu, gdy po raz kolejny, w mediach społecznościowych (najlepiej by było jednak zrezygnować z nich całkowicie), będziecie wychodzić z siebie, bo jakiś kretyn będzie obrażał Pana Boga, albo twierdził że Ziemia jest płaska i płonie, bo uporczywie wydychacie z waszych ust dwutlenek węgla, i będzie Wam przy tym ubliżał, to nie próbujcie mu udowodnić, że dwie kredki i jeszcze dwie, to razem cztery. Stracicie tylko nerwy i czas, a poza tym, prawdopodobnie będzie to bot, więc jedyne co uda się Wam osiągnąć, to utwierdzenie jakiegoś idioty, w przekonaniu, że jego strategia działa. Zablokujcie gościa, jeśli to przyniesie wam ulgę, albo przestańcie obserwować tą stronę.
Zobaczycie, jakie to jest trudne, ale jak się wam uda, raz czy dwa, to później, gdy się dacie jednak sprowokować i spróbujecie udowodnić tej kanalii, że się myli, będziecie mieli kaca moralnego, jak stąd, na Księżyc. Ale to dobrze. To was uodporni na jad, sączący się do waszego serca, poprzez media społecznościowe. W końcu zauważycie, że… Właściwie nie bardzo jest tam po co zaglądać. Aż pewnego dnia, będziecie uleczeni.
Od tej pory wasze życie nabierze zupełnie innego sensu…
Po co ja to wszystko mówię. Nie, nie robię tego, żeby zachęcić kogokolwiek do „wejścia na drogę poszukiwania prawdy”, ani nawoływać do pokory. Nic z tych rzeczy. Po prostu, gdy po raz kolejny, w mediach społecznościowych (najlepiej by było jednak zrezygnować z nich całkowicie), będziecie wychodzić z siebie, bo jakiś kretyn będzie obrażał Pana Boga, albo twierdził że Ziemia jest płaska i płonie, bo uporczywie wydychacie z waszych ust dwutlenek węgla, i będzie Wam przy tym ubliżał, to nie próbujcie mu udowodnić, że dwie kredki i jeszcze dwie, to razem cztery. Stracicie tylko nerwy i czas, a poza tym, prawdopodobnie będzie to bot, więc jedyne co uda się Wam osiągnąć, to utwierdzenie jakiegoś idioty, w przekonaniu, że jego strategia działa. Zablokujcie gościa, jeśli to przyniesie wam ulgę, albo przestańcie obserwować tą stronę.
Zobaczycie, jakie to jest trudne, ale jak się wam uda, raz czy dwa, to później, gdy się dacie jednak sprowokować i spróbujecie udowodnić tej kanalii, że się myli, będziecie mieli kaca moralnego, jak stąd, na Księżyc. Ale to dobrze. To was uodporni na jad, sączący się do waszego serca, poprzez media społecznościowe. W końcu zauważycie, że… Właściwie nie bardzo jest tam po co zaglądać. Aż pewnego dnia, będziecie uleczeni.
Od tej pory wasze życie nabierze zupełnie innego sensu…








Komentarze
Prześlij komentarz