Może porozmawiamy?


        Przyszło mi to do głowy wczoraj, tuż przed snem. Sam tego nie wymyśliłem, zainspirowało mnie zdanie, które gdzieś usłyszałem… Ale to mi się jakoś „rozwinęło” w głowie i przybrało formę wniosku, tyleż istotnego, co prostego i wydawałoby się, oczywistego…

       Chodzi o rozmowę… O to, że się spotykamy, rozmawiamy, dzielimy doświadczeniem, wymieniamy poglądy, jednym słowem, ubogacamy się wzajemnie, uczymy jedni od drugich i rozwijamy się, jako homo sapiens… Czy aby na pewno? 




        Otóż dziś, cała komunikacja międzyludzka, przeniosła się do tak zwanych „mediów społecznościowych”. Rozmawiamy przez whatsapa, dzielimy się informacjami na tiktoku, kształtujemy swój światopogląd poprzez czytanie wiadomości na facebooku. Niestety, po stokroć niestety, są to wszystko wynalazki szatańskie, albowiem utraciliśmy przez nie z oczu, właściwy cel naszej komunikacji. Upraszczając, jeśli spotykamy się „na żywo” i podejmujemy jakiś problem, to może się zdarzyć, iż celem naszym, i to po obu stronach, będzie rozwiązanie tego problemu. Sprawienie (jeśli to akurat nam, Pan Bóg dał w tej kwestii większą wiedzę i większe doświadczenie), że człowiek, z którym rozmawiamy, coś zrozumie, czegoś doświadczy i jego życie stanie się lepsze.

        Wspominałem już o tym, w innym miejscu, że my jesteśmy w większości, jak te „syny marnotrawne”, rozproszeni po świecie, pasiemy cudze świnie, trwonimy pieniądze (które w pocie czoła zarabiamy), na rzeczy niepotrzebne i wciąż nie możemy znaleźć drogi do domu… Jeśli przypadkiem, mamy to szczęście, że my na tej drodze już jesteśmy, a w każdym razie ją widzimy i wiemy, w którą stronę trzeba się kierować, to naszym obowiązkiem jest, poinformować o tym, jak najwięcej naszych zagubionych Braci i Sióstr. Hej! Bywajcie tutaj! Znalazłem! – winniśmy zakrzyknąć. Jak dokładnie to „zakrzyknąć”, to jest osobny temat. Bo oni mogą odebrać nasze intencje opacznie i zamiast przybliżyć ich do tej drogi, wystraszymy ich i jeszcze bardziej od niej oddalimy…

        Rozmowa więc, z kimkolwiek byśmy nie rozmawiali, nie ważne na jaki temat, powinna prowadzić do tego, że ktoś, komuś, w jakiś sposób pomoże. My jemu, albo on nam. I tak wyglądała większość rozmów, gdy jeszcze spotykaliśmy się twarzą w twarz. Później, gdy całą komunikację przejęły media społecznościowe, priorytetem stało się „zaoranie przeciwnika”. Tak, już nie Brata, tylko przeciwnika. Gra toczy się głównie o to, żeby przekonać wszystkich o swojej racji i trudno się temu dziwić, bo ludzi, z którymi dyskutujemy w tych mediach, zazwyczaj nie znamy, albo znamy pobieżnie. Z jakiej racji więc, niby mielibyśmy im pomagać? No ale – zapytajmy samych siebie – po co w takim razie z nimi rozmawiamy i tracimy cenny czas? 


        Nawet jeśli wygramy taką dyskusję, jeśli uda nam się „zaorać” przeciwnika, zarzucić go argumentami, to co z tego będziemy mieli? Albo inaczej – Jakie dobro z tego powstanie? A jednak, gdy przyjrzymy się dyskusjom „fejsbukowym”, to okaże się, że wszystkie, bez wyjątku, są małymi wojnami o to, czyja racja jest „najmojsza”. Wszystkie! Nie widziałem tam nigdy, wymiany zdań, która miałaby komuś pomóc, albo coś wyjaśnić. Nigdy! No i oczywiście, nawet w rozmowach na temat architektury, sztuki, czy grzybobrania, prędzej czy później znajdzie się jakiś cymbał, który wyjedzie z tekstem, że „to wszystko wina Kościoła i księży pedofilów”.

        Musimy nauczyć się znów ze sobą rozmawiać. Bo media społecznościowe wszystko popsuły. Poza tym, media społecznościowe, w żadnym wypadku nie są dobrym miejscem do rozmowy. A nade wszystko, musimy sobie przypomnieć, po co Bóg wyposażył nas w umiejętność konwersacji. Ponieważ wszystko co mamy, wszelkie talenty i zdolności, ma służyć naszemu zbawieniu. NASZEMU! Nie tylko mojemu.

       Czy to znaczy, że wszyscy powinniśmy zostać kaznodziejami i nauczać, kogo popadnie? Ależ skąd! Wręcz przeciwnie. Jeśli jednak spotkamy na swojej drodze człowieka, z którym będziemy mieli okazję pogawędzić, to niech ta rozmowa nie będzie bitwą o pierwsze miejsce na podium, w każdej możliwej kategorii, ale postarajmy się o dwie rzeczy. Po pierwsze, spróbujmy tego kogoś posłuchać i zabawić się w detektywa – Co on chciał nam powiedzieć, albo raczej – Co kryje się w jego sercu, pod wypowiedzianymi przez niego słowami i po drugie, postarajmy się pogrzebać w „bibliotece naszego umysłu” i zobaczyć, czy przypadkiem nie mamy w swoich zbiorach publikacji, która temu komuś może w czymś pomóc, albo rozwiązać jakiś jego problem.

        Jeśli nasz Brat, nasza Siostra zrobi to samo, to najprawdopodobniej wyjdziemy z tego spotkania bogatsi, mądrzejsi i szczęśliwsi. A nie „zaorani” i wściekli. Skorzystamy na tym wszyscy. No… Może za wyjątkiem tego faceta z widłami, który wymyślił media społecznościowe. On jeden będzie nieszczęśliwy, ale to akurat dobrze… 



Komentarze

Popularne posty